wtorek, 3 września 2013

Rozdział 8

Koniec z obiecywaniem! Wena kapryśną jest i będę pisać jak mi na to pozwoli. Musicie uzbroić się w cierpliwość. Nie macie wyjścia. Oczywiście mogę zapewnić was że takowy następny rozdział się pojawi. Kiedy? Tego to nawet ja nie wiem. Zapraszam do czytania i komentowania. ;*
_________________________________________

   Nastał kolejny piękny dzień. Wiosna zaczęła powoli dawać ludziom do zrozumienia że zima została wykopana hen daleko i prędko nie wróci.
   Coraz jaśniejsze promienie słońca o coraz wcześniejszej porze zaczęły nieznośnie razić Oliwię każąc jej wstawać. Blondynka zaczęła nawet zastanawiać się nad wymienieniem jej jasnożółtych żaluzji na nieco ciemniejsze np. w kolorze brązu lub czerni. Oczywiście ojciec dziewczyny wielokrotnie próbował ją przekonać że brązowe lub czarne żaluzje nie będą dobrze się komponowały z jasnym pokojem blondynki. Lecz ta w dalszym ciągu nie dała się przekonać. Pan domu nie zgodził się na nowe żaluzje do puki te są jeszcze dobre.
   Takim oto sposobem w głowie blondynki zaczęły roić się pomysły iście diabelskie. Próbowała nawet nakłonić swojego kota do podrapania żaluzji ale kot jak na złość uparł się że nie będzie ich drapać.
   Tak więc Oliwia bez swoich ciemnych zasłon przeżywała kolejną pobudkę słoneczną. Jedyne co poprawiało jej humor z samego rana to to że dziś była sobota i nie musiała iść do szkoły.
   Spojrzała leniwie na kota który leżał koło niej. Pogłaskała go z uśmiechem lecz gdy spojrzała na zegarek uśmiech zniknął jej z twarzy i cisnęła w okno poduszką tak że nawet kot się przestraszył i uciekł a ona sama zaczęła przeklinać w myślach za słońce i zaczęła tęsknić za zimowymi długimi nocami.
   -Słoneczko. Moje kochane cieplutkie słoneczko. Dlaczego mi to robisz. Czy chodź raz wyśpię się gdy ty będziesz świecić. Odpowiedz słoneczko. -Oliwia zaczęła swoje modły do słońca.
-Do kogo gadasz? -dziewczyna aż podskoczyła gdy usłyszała głos swojego młodszego brata.
-Matko Oliwer. Nie strasz mnie. -Uspokoiła się Oliwia. -Modlę się o chmury. Czemu tak wcześnie wstałeś.
-Nie wiem tak jakoś się obudziłem i nie mogłem dalej spać. -Powiedział Oliwer patrząc w oczy blondynki jak by chciał przez to powiedzieć "nie mam co robić więc pobaw się ze mną"
-No dobrze. Przynieś karty zagramy w wojnę. -Uśmiechnęła się przyjaźnie Oliwia.
   Dziewczyna długo nie musiała czekać na brata gdyż ten w mgnieniu oka pobiegł po karty i wrócił. Na szczęście gra nie skończyła się tak szybko. Oboje byli nie ugięci i nie dawali za wygraną.
  Pewnie gra toczyła by się jeszcze dłużej gdyby nie donośny głos Kamili wołający na śniadanie. Oczywiście oboje byli strasznie głodni więc szybko zeszli na dół i chwycili za zrobione przez kobietę kanapki z twarogiem i popili kakaem za którym Oliwer wręcz przepadał.
   -Masz na dziś jakieś plany? -Zapytała szatynka.
-Nie mam. A co? -Zmrużyła oczy Oliwia.
-Razem z Andrzejem pomyśleliśmy o wyjeździe na basen. Co ty na to?
-A mogę zabrać przyjaciół? -Zapytała z nadzieją blondynka.
   Kamila tylko westchnęła i odparła z lekkim uśmiechem. -Pewnie że możesz. Mamy duży samochód myślę że zmieścimy się wszyscy.
-Dzięki Kamila. Jesteś super. -Uścisnęła ją blondynka i pobiegła szybko na górę.
   Wyciągnęła telefon i wybrała numer.
-Hej Oliwko!
-Julia, masz ochotę pojechać ze mną i z moją rodziną na basen. Oczywiście Adrian także jest mile widziany.
-Oczywiście. Poczekaj tylko zapytam brata. -Nagle w słuchawce było słychać głośne "Jeeee!" a następnie głos Julki. -Słyszałaś.
-Głośno i wyraźnie. Przyjdź do mnie za godzinę z bratem.
-Ok, to pa.
-Pa.
   Blondynka zadowolona postanowiła zaprosić jeszcze kogoś. Wybrała numer i cierpliwie czekała aż owa osoba odbierze.
-Hej.
-Cześć.
-Może miał byś ochotę wybrać się zemną i moją rodziną a także Julią i jej bratem dzisiaj na basen?
-Hmm... no nie wiem muszę się zastanowić. Poczekaj chwilę zapytam rodziców. Oddzwonię za pięć minut.
-Ok. Będę czekać.
   Oliwia zeszła na dół z ogromnym uśmiechem. Widocznie zapomniała już o słonecznej pobudce wcześnie rano.
   Usiadła do stołu i zaczęła kończyć niedokończoną kanapkę. Za pięć minut usłyszała dźwięk nadchodzącego SMS'a.
-Rodzice się zgodzili. O której mam wpaść? -Przeczytała na głos blondynka.
-Może wpaść za pół godziny. -Odpowiedziała Kamila zmywając naczynia. -Oliwio pomóż bratu się spakować.
-Dobra. -Wstała i pognała do schodów. -Chodź Oliwer. -Chłopak pośpiesznie pognał za siostrą do swojego pokoju.
   Oliwia zaczęła grzebać w jego szafie. Wyciągnęła dwa stroje kąpielowe i kazała bratu oba przymierzyć. Niestety po dłuższych oględzinach oba stroje były dziurawe.
   Oliwia szybko chwyciła za telefon i czekała aż Julia odbierze.
-Co tam? -Odezwał się głos dziewczyny.
-Adrian ma może jakieś zapasowe kąpielówki ?
-Chyba ma... -przeciągnęła Julka. -Są ci potrzebne, co ?
-Tak. Brat ma same porwane.
   Przez pięć sekund panowała cisza.
-To tylko na jeden raz. Obiecuje że jutro ci je oddam. Wyprane i świeże. Proszę... !
   Znowu zapanowała pięciosekundowa cisza.
-No dobra. Skoro tak. To mój brat z ochotą użyczy swoich kąpielówek twojemu bratu. O ile ich nie rozciągnie.
-O to nie musisz się martwić. Mój brat jest chudy jak szczypiorek. -Uśmiechnęła się do brata Oliwia.
-Tak, tak. Ja już dobrze wiem jak chudy jest twój brat.
-Co to miało znaczyć? -Nadąsała się blondynka.
-Ehh... -Westchnęła Julia i dodała. -Wpadniemy za pół godziny.
   Oliwii nagle się przypomniało że miała napisać Leo o której ma przyjść.
-Dobra Julia, kończę. Pa! -Szybko się rozłączyła i zaczęła pisać SMS'a. Ulżyło jej gdy go wysłała i dostała odpowiedź.
   Spakowała bratu jeszcze ręczniki i sama pognała do swojego pokoju przebierać w strojach.
   Zaczęła je mierzyć, przeglądać i wybrzydzać. Nie mogła się zdecydować. Ostatecznie wezwała na pomoc Kamile. Szatynka zaczęła przebierać w jej szafie i znalazła jakiś zakopany strój na dnie sterty ubrań.
-Załóż ten. -Oznajmiła.
   Oliwia przez dłuższą chwilę przyglądała się turkusowemu strojowi w którym była tylko raz. Chwyciła go i poszła przymierzyć.
   Wyszła z łazienki zadowolona i odstrojona. Kamila uśmiechnęła się do niej bladym uśmiechem i poszła do siebie się szykować.
   Za jakieś dziesięć minut przyszli Julia z bratem i Leon. Oczywiście Oliwia zaprosiła ich do środka i kazała poczekać w salonie na resztę.
   Gdy już wszyscy byli gotowi pan Andrzej zapalił swój duży samochód i skierował się nim do miejscowego basenu. Oczywiście na parkingu był problem ze znalezieniem miejsca ale po paru minutach zwolniło się jedno. Pan Andrzej nacisną gaz i szybko je zajął.
   Dziewczyny poszły do szatni damskiej a Pan Andrzej z chłopakami do męskiej.
   Wszyscy spotkali się już przy basenie.
-Ja z mężem idziemy do jacuzzi. -Oznajmiła brunetka. -Macie się trzymać z daleka chyba że na prawdę coś się stanie. -Skierowała się powoli do najbliższego Jacuzzi i powiedziała .-Chodź Andrzej.
   -Zostaliśmy sami i musimy mieć na oku tą dwójkę. -Stwierdziła Julka. -Gdzie idziemy najpierw?
-Może na zjeżdżalnie? -Zaproponowała blondynka.
-Nie zostawię mojego brata samego na zjeżdżalni. A co jak się zachłyśnie wodą albo co ? -Zaczęła dramatyzować Julka. -Chodźmy lepiej na dwuosobowe. Będę o wiele spokojniejsza jeśli mój brat będzie zjeżdżał z twoim. Mój nie ma dookoła brzucha opony. -Oliwii pulsowała żyłka na czole. -Mój brat wcale nie jest gruby.
   -Oliwio zjadę z tobą. -Starał się ją uspokoić szatyn. -Niech Julka poszuka sobie jakiegoś faceta z oponą by nie poszła na dno. -Na te słowa Julka tylko wystawiła do niego język i poszła pierwsza na zjeżdżalnie.
   W kolejce wypatrzyła Michała. Stał z jakąś starszą kobietą. Gdy spostrzegł Julkę uśmiechną się i zawołał ją.
   Ona oczywiście pognała jak strzała.Nie mogła uwierzyć że go tu spotkała.
-Hej. Co ty tu robisz? -Zapytała szczęśliwa dziewczyna.
-Jestem z rodziną na basenie. Uważają że za mało czasu z nimi spędzam. -Westchną Michał .-A ty?
-Jestem tu z rodziną Oliwii. -Spodziewała się jakiejś reakcji ze strony Michała ale nic takiego nie dostrzegła. Michał tylko uśmiechną się wyraźniej i zapytał. -Masz ochotę ze mną zjechać?
-No pew... -Nagle przerwał jej Leon. -No nie wiem, ona raczej szuka jakiegoś faceta z oponą. Nie chce pójść na dno. -Zakpił z niej.
-Oj, cicho siedź. -Posłała mu mordercze spojrzenie Julka.-No pewnie że z tobą zjadę.
   Julka nie marnowała czasu i zaczęła swój wielki flirt z Michałem. Chłopak zdawał się być nawet nią zainteresowany.
   -Wyglądają naprawdę słodko. -Stwierdziła Oliwa. -Cieszę się że jego obsesja minęła i zaczął się umawiać z innymi dziewczynami.
-Nie jesteś zazdrosna? W końcu to twój były.
-Ależ skąd. -Zaprzeczyła blondynka z uśmiechem. -Cieszę się jego szczęściem. W końcu mam czego chciałam.
-Ach tak... -Leon nie dał się oszukać. Potrafił dobrze rozpoznać sztuczny uśmiech Oliwii. Był trochę zasmucony zazdrością blondynki ale zaraz nadeszła ich kolej. Szatyn wepchnął dziewczynę do zjeżdżalni a następnie sam za nią wskoczył. Złapał ją od tyłu i się w nią wtulił. Zaskoczona blondynka uśmiechnęła się mimowolnie i sama wtuliła się w szatyna.
   Tego właśnie potrzebowała. Ciepła drugiej osoby. Tęskniła za czułymi gestami którymi kiedyś obdarowywał ja Michał. Właśnie zrozumiała że niepotrzebnie zazdrościła Julce. Ona sama te czułości miała na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło się tylko trochę postarać i zdobyć serce jakiegoś bliskiego jej chłopaka a takowym na tę chwilę był Leon który na każdym kroku nieśmiale okazywał jej co czuje. Dziewczyna właśnie wszystko sobie uświadomiła. Tak naprawdę była kochana od samego początku. Zakochała się w Leonie i nic na to nie mogła poradzić.
   Odwróciła się gwałtownie i delikatnie pocałowała Leona. -Dziękuję. -Powiedziała wtulając się jeszcze bardziej w ukochanego.
   Leon nie ukrywał szoku. W prawdzie zależało mu na Oliwii ale nie spodziewał się tego wszystkiego tak nagle. Miał ogromny mętlik w głowie.

piątek, 24 maja 2013

Rozdział 7

Przepraszam że tak długo, Nie miałam weny, ale już jest i obiecuję że na następny rozdział nie będziecie musieli czekać tak długo. 
Miłego czytania!
______________________________________________________

  Oliwia i Leon wyszli ze szkoły i od razu skierowali się do kawiarni w centrum miasta.
   Blondynkę doszły słuchy że niedawno otworzyli nową kawiarnię i podobno podają tam najlepsze ciasto w mieście. Oliwia nie mogła odpuścić sobie takiej okazji na spróbowanie ciasta które wszyscy tak chwalą.
   Zapowiadało się na opady śniegu a wiatr był zimny i wcale nie chciał ustąpić wiośnie co już zaczęło denerwować Oliwię która nienawidziła zimy jak nic na świecie.
   Chłopak popatrzył na zmarzniętą i zamyśloną twarz blondynki która zdenerwowana niesprzyjającą pogodą przyśpieszyła kroku by jak najszybciej znaleźć się w cieplutkiej przytulnej kawiarni.
   Dziewczyna czując jego wzrok na sobie obróciła głowę w jego stronę i uśmiechnęła się na co chłopak odpowiedział tym samym.
   Chłopak zmierzył ją wzrokiem i spostrzegł że blondynka nie była za ciepło ubrana.Miała na sobie krótką białą kurtkę która była zbyt cienka jak na taką pogodę. Spod kurtki wystawała gruba różowa apaszka. Ubrała także cienkie dżinsowe spodnie a do tego białe kozaki i puchate białe nauszniki. Na swoje dłonie w tej chwili wsunęła różowe rękawiczki które także nie wyglądały na ciepłe.
   -W coś ty się ubrała? -Zapytał trochę zatroskanym a trochę rozbawionym głosem Leon.
-Zamknij się, idź przed siebie i na mnie nie patrz. -Zawstydziła się Oliwia tym że chociaż wiedziała bo oglądała rano pogodę że będzie zimno to ubrała się jak na jesień.
-Nie za gorąco ci? Trzęsiesz się jak galareta. -Zakpił chłopak.
-Haha, bardzo śmieszne. A ty za to wyglądasz jak bałwan. Nie za zimno ci. -Odpłaciła się tym samym blondynka.
-Przynajmniej nie jest mi zimno. -Sprostował a następnie zdjął swój szalik i opatulił nim szyję dziewczyny. -Proszę. Powinno być lepiej.
-Dziękuję. -Zdziwiona dziewczyna popatrzyła na niego z niedowierzaniem a następnie wtuliła się bardziej w ciepły szalik. Wyczuła bardzo przyjemny zapach perfum chłopaka. Nie mogła się powstrzymać i zaciągnęła się nim.
-Co tak wąchasz mój szalik? -Raptownie blondynka spiekła buraka. -Śmierdzi? -Zapytał zażenowany.
-Nie. To nie tak. -Zaczęła raptownie dziewczyna gestykulując przy tym. -Po prostu masz bardzo ładne perfumy. -Chłopak uśmiechną się do niej ona widząc to odwróciła zażenowana wzrok i powiedziała w pośpiechu. -W każdym razie. -Dziewczyna chwyciła go za rękę. -Chodźmy, to już za zakrętem.
   Chłopak popatrzył na nią zdziwiony. Nie spodziewał się czegoś tak śmiałego po Oliwii. Nie odtrącił jej ręki, lecz złączył jej palce ze swoimi i pognał z nią do kawiarni.
   Kawiarnia była zatłoczona co w ogóle nie zdziwiło dziewczyny. Spodziewała się takich tłumów w końcu serwowali tu najlepsze ciasto w mieście.
   Leon wypatrzył z daleka w samym rogu kawiarni wolny stolik. Widząc jakąś zbliżającą się do niego parę pognał dalej trzymając Oliwię za rękę w stronę stolika i szybko go zajął. Para widząc to oddaliła się zrezygnowana a Leon tańczył w duchu taniec szczęścia.
   Oliwia uśmiechnęła się do niego a następnie zdjęła kurtkę i powiesiła ją na krześle, chłopak zrobił tak samo. Chwycili za menu i zaczęli wybierać.
-Co zamawiasz? -Zapytała nie odrywając wzroku od menu.
-Nie wiem. W sumie to naszła mnie ochota na herbatę owocową.
-Hmm... Tylko tyle? -Oliwia zmierzyła go wzrokiem.-Ja prułam przez śnieżycę, cienko ubrana przy minusowych temperaturach a gdy wreszcie dotarłam do wyznaczonego celu to mój towarzysz oznajmia mi że zamówi tylko herbatę. Równie dobrze mógł ją wypić w domu. -Pomyślała Oliwia a na jej twarzy było widać grymas niezadowolenia. Leon na szczęście wychwycił mimikę twarzy swojej towarzyszki i szybko zareagował. -Mówiłaś coś o tym wspaniałym cieście.
-Tak, z tego co słyszałam jest naprawdę dobre.
-Skoro tak mówisz to może ja też je zamówię. -Po chwili namysłu wstał i powiedział. -Idę złożyć zamówienie. Chcesz tylko ciasto czy coś jeszcze ?
-Możesz mi wziąć jeszcze herbatę. -Uśmiechnęła się.
-To może melisę na uspokojenie?
-Uważasz że jestem nerwowa? -Oburzyła się dziewczyna.
-Nic nie mówiłem. To owocowa tak? -Blondynka tylko kiwnęła głową i już go nie było. Po kilku minutach wrócił z ciastem a potem kelnerka przyniosła im herbaty.
   Blondynka patrzyła na ciasto jak na ósmy cud świata. Wzięła łyżeczkę w rękę, nabrała trochę ciasta i zaczęła się nim delektować. Nagle uśmiech i rozmarzenie zniknęły jej z twarzy. Wzięła kolejny kęs, ale jej mina nadal się nie zmieniła.
-Co jest? -Zapytał Leon który brał już kolejny łyk herbaty malinowej.
-Żadna rewelacja. Zwykłe ciasto. A tak je wychwalali.
-Rozczarowana? -Podniósł jedną brew Leon i spojrzał na nią oczekując na odpowiedź.
-Taa... Mogło by być lepiej.
-Jak chcesz to możemy jeszcze polecieć na pizze, spokojnie zdążymy.
-Niee. -Przeciągnęła Oliwia. -Tak jest dobrze. Liczy się dobra atmosfera, co nie ?
-Święte słowa. -Uśmiechną się Leon.
   Siedzieli i rozmawiali w kawiarni przez następną godzinę. Dłużej nie mogli bo musieli już zamykać. Na dworze wieczorem robiło się coraz jaśniej. Takie wieczory robiły Oliwii nadzieję na lepszą pogodę.
   Leon odprowadził Oliwię do domu przez całą drogę nie puszczając jej ręki.      
 

niedziela, 31 marca 2013

Rozdział 6

Wesołych Świąt!
Jako że dziś mamy święta a jest już dość późno to chciała bym wam złożyć wspaniałe życzenia wielkanocne.
Za oknami śnieżek śnieży.
Co to, spójrz zajączek bieży?
Komu święta się zmyliły?
To Wielkanoc w środku zimy?
Zmartwychwstały z grobu wstaje.
A tu śnieg na powitanie.
Wiosna drzewa przystroiła
Białym puchem wykleiła.
Cóż! Te święta jak spędzimy.
Alleluja w czasie zimy.
Ale radość w nas wiosenna.
W sercach brzmi nam wciąż Hosanna!
Tak więc dodaje następny rozdział. Mam nadzieję że się spodoba. :*
__________________________________________________________

   Oliwia była już zwarta i gotowa do wyjścia. Leo oczywiście czekał jak zwykle na przed jej domem a Oliwer męczył zmęczoną siostrę prośbami o wyjście z nim po południu na dwór. Oliwia była jednak nie ugięta i tłumaczyła się bratu że jest zmęczona i od razu po szkole będzie odpoczywać.
   Blondynka wyszła z domu i przywitała szatyna miłym uśmiechem.
-Jak tam plecy? -Zapytała..
-Koszmarnie. Jak tam ściągi? -Uśmiechną się chłopak.
-Koszmarnie. Z pół godziny je zmywałam i nic. Na szczęście założyłam bluzę to może nikt nie zauważy. A jak tam twoje odbitki?
-Hmm... zeszły bez problemu. -Uśmiechną się przyjaźnie.
-Co? To tylko ja będę winna jak mnie przyłapią? -Naburmuszyła się dziewczyna.
-Oj spokojnie. Zawsze możesz zwalić na mnie.
-Że jak? -Zezłościła się dziewczyna. Nienawidziła gdy ktoś bez winy ponosił konsekwencje za kogoś czyny.- A niby co takiego zrobiłeś? Napisałeś mi je na rękach czy jak?
-No na pewno nic by się nie stało gdybym nie zasną u ciebie.
-Gdybyśmy nie zasnęli. -Poprawiła go dziewczyna i uśmiechnęła się do niego.
-No co?
-Miło z twojej strony że chcesz to wziąć na siebie, ale zrozum że znienawidzę się jeśli pozwolę ci wziąć wszystko na siebie. Rozumiesz? To wbrew moim zasadom.
-Tak rozumiem, ale gdyż ponieważ też uczestniczyłem w tej jakże zbrodni w razie komplikacji poniesiemy brzemię konsekwencji razem. -Uśmiechną się szatyn.
-Nie odpuścisz, co? -Westchnęła z rezygnacją dziewczyna.
-Nie ma takiej opcji. -Uśmiechną się chłopak.
   Gdy przyszli do szkoły byli bardzo zdziwieni że się nie spóźnili gdyż jeszcze nie udało się im przyjść na czas.Julia wypatrzyła ich z daleka i podeszła do nich załamana.
-Co się stało? Marnie wyglądasz. -Stwierdziła blondynka.
-Byłam tak pochłonięta całonocną rozmową na GG z Michałem że nie zdążyłam się pouczyć a przecież mamy sprawdzian. -Wytłumaczyła ruda. -Teraz to na pewno dostanę jedynkę.
-Oj nie łam się, jakoś to będzie. -Pocieszał ją szatyn.
-Będzie koszmarnie.
-Będzie dobrze tylko zmieńmy temat na mniej dołujący. -Zaproponowała blondynka. -Tak więc jak tam spotkanie z Michałem?
-Oj wspaniale. Jeszcze nigdy się tak dobrze nie bawiłam. Tylko na początku Michał był troszkę zdołowany twoją nie obecnością, ale jak się rozkręcił to było już dobrze. A jak tam twoja randka z Leo? -Na słowo randka oboje spojrzeli na nią z rumieńcem.
-No nie była randka tylko wspólna nauka. -Poprawiła ją jeszcze zakłopotana dziewczyna.
-Tak, tak... Na której byliście tylko wy i kot.
-No i książki. Widzisz. To było spotkanie towarzyskie. Zmieńmy temat. -Zaproponował Leo.
-Co robiliście? Całowaliście się? A może doszło do czegoś więcej bo wyraźnie widzę że Oliwia jest obolała.-Julia naciskała dalej.
-Nie rozumiesz co to znaczy zmieńmy temat Julio?! -Zapytała blondynka wyraźnie zdenerwowana dociekliwością przyjaciółki. -Jeśli już tak bardzo ciekawi cię historia mojego bólu pleców to opowiem ci ją, ale później.
-Dobrze, dobrze. Zrozumiałam. -Uspokoiła ją ruda.
-Co do twojego dylematu to mam pewien pomysł. W prawdzie niebezpieczny ale może zadziałać. -Zmienił temat szatyn. -Oliwia nabawiła się w nocy pewnych literek na nadgarstkach. Myślę że możemy to wykorzystać jako pomoc dla ciebie. Wystarczy że siądziesz na Oliwią a ona będzie od czasu do czasu udawać że się prostuje i w tym samym czasie da ci zerknąć na swoje nadgarstki.
-No dobrze. Co w tym takiego niebezpiecznego? -Zapytała ruda.
-Jeśli nas złapią dostaniemy obie jedynki. -Wytłumaczyła jej Oliwia.-Dlatego ten plan tak średnio mi się opłaca.
-Oj nie pękaj. Będzie dobrze, jestem mistrzynią ściągania. -Uśmiechnęła się do niej Julia.

  •  45 min potem
   -Mówiłaś coś o mistrzyni ściągania!?
-Skąd miałam wiedzieć że Gąbek będzie tak pilnować.
-No i nas przyłapała. Co teraz zrobimy? -Zapytała załamana Julia.
-Co zrobimy?! To ja się ciebie pytam!
-Hee.. To był wasz pomysł!
-To ty nie umiesz ściągać!
-To ty nie umiesz dawać ściągać!
-Że co?!
-Hee...?
-Dobra dość tego! -Wrzasną na nie Leo. -Obie jesteście winne. Dotarło? Jeśli tak to dobrze, a teraz słuchajcie.
-Znowu masz jakiś błyskotliwy plan? Może tym razem już w ogóle wylecimy ze szkoły?! -Wrzasnęła na niego blondynka gdy nagle się opamiętała. -Oj, sorry Leo. Jestem po prostu zła. Nie chciałam na ciebie wrzasnąć. To w końcu nie twoja wina.
-Nic nie szkodzi. -Wybaczył jej chłopak.- Dobrze, a więc słuchajcie. Pójdziecie do pani Gąbek i grzecznie przeprosicie za swoje zachowanie. Nawymyślacie jej że Juli babcia była umierająca i przez całą noc modliła się by nie umierała i nie mogła się uczyć.
-Modliłam się? Serio? Myślisz że na to pójdzie?
-Oczywiście że nie, dlatego same musicie coś wymyślić bo ja umywam ręce. -Za gestykulował Leo.
-Masz jakiś pomysł Jula? -Zapytała blondynka.
-Nie, żadnego. Może lepiej zostańmy przy tej wersji z umierającą babcią,co?
-Skoro tak uważasz.
-No nie, dziewczyny. Na serio?

  • Po lekcjach
   -... no i tak to właśnie było proszę pani. -Zatwierdziła na koniec smutnej opowieści o umierającej babci Julia.
-Oj dziewczyny, dziewczyny. I co ja mam z wami zrobić. Wy na prawdę myślałyście że wam uwierzę. -Przyjaciółki popatrzyły się na siebie ze strachem. -Dobrze, widzę że wam zależy, no ale same wiecie że muszę być konsekwentna jako was nauczyciel. Musze przyznać że wasza historia była tak poruszająca że aż warta zapisania, tak więc umorzę wobec was postępowanie dyscyplinarne i pozwolę wam napisać jeszcze raz juto na ósmej godzinie lekcyjnej. Zrozumiały panienki?
-Oczywiście, Dziękujemy! -Ucieszyły się dziewczyny i wybiegły poinformować Leona o swoim wspaniałym zwycięstwie.
   -Co? Nie wierzę że się wam udało!
-Tak, a to wszystko twoja zasługa Leo. -Uradowane uścisnęły chłopaka.
-Musimy to uczcić! -Zaproponowała blondynka.
-Sorry, ale ja spasuję. Muszę się uczyć na jutro. Jeśli znów obleję to baba nie da mi spokoju.
-No dobrze. -Zgodził się Leo.
-Czyli szykuję się wam kolejny wieczór we dwoje, co?-Powiedziała zadziornie Julia której wyraźnie spodobał się sposób na wywoływanie u swoich przyjaciół zakłopotania.
-Wieczór raczej nie. Może teraz gdzieś wyskoczymy ? -Zapytał Leo.
-Ok, jasne.
    Cała trójka rozeszła się w dwie inne strony. Leo i Oliwia wyskoczyli na miasto a Julia poszła do domu uczyć się na jutro. Jej myśli już nie zaprzątał tylko Michał, ale też była ciekawa co wyniknie z relacji pomiędzy jej przyjaciółmi.
   

niedziela, 24 marca 2013

Rozdział 5

Najmocniej przepraszam że tak długo. Niestety nie miałam weny. Na szczęście rozdział już jest więc życzę miłego czytania 
_________________________________________

   -Oliwia, czy coś się stało? -Zapytała Kamila widząc blondynkę wyraźnie smutną i rozdrażnioną.
-Nic takiego...
-Oliwer. -Posłała mu porozumiewawcze spojrzenie Kamila.
-Pokłóciła się ze swoim byłym. -Powiedział szatyn.
-Oj, dziękuję że wszystko wypaplałeś! -Podniosła głos zdenerwowana dziewczyna.
-On nadal cię nęka?! -Zapytał ojciec córkę.
-Nie. Przez przypadek spotkaliśmy się w mieście i tyle. To nic takiego.
-Jak by ci się naprzykrzał to zawsze możemy to zgłosić na policję.
-Tato, jest ok. Nic mi nie zrobił.
-No dobrze, ale jak by co to wiesz gdzie przyjść. 
-Tak, tak. -Powiedziała wychodząc z domu.
   Na zewnątrz czekał na nią już Leo. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i poszli razem do szkoły. Jak zwykle czas mijał im na miłej rozmowie. Unikali tematów związanych z wczorajszymi wydarzeniami.
   Oczywiście pierwszą lekcją była godzina wychowawcza z panią Gąbek.Wszyscy w szkole szanowali straszną, młodą panią od j.polskiego. Znakomicie umiała uczyć mimo swojego młodego wieku.
   Oliwia zasiadła obok Leona gdyż nie było jeszcze osoby siedzącej z nim przed jej przybyciem. Leo oczywiście nie miał nic przeciwko. Nikt nie miał nic przeciwko oprócz jednej osoby. Oczywiście tą osobą była Nina która nie mogła znieść Oliwi obok Leona. Dziewczyna po dzwonku od razu podeszła do siedzących "przyjaciół".
   -A ty znowu tutaj, czy nie dałam ci wystarczająco do zrozumienia byś się od niego odczepiła? -Oburzyła się obecnością Oliwi Nina. Ta nie zwracając uwagi na szatynkę zaczęła konsumować swoją kanapkę. -Hej słyszysz co do ciebie mówię? - Powiedziała wytrącając kanapkę blondynki z jej rąk która wylądowała na ziemi.Oliwia wyraźnie zdenerwowana tym że jej lunch leżał na ziemi wstała gwałtownie i podniosła głos na Ninę.
-Masz jakiś problem! To że cię Leo nie chce nie znaczy że musisz się wyżywać na innych. A to co ci się podoba i ci się nie podoba to możesz zachować dla siebie, a nie ogłaszać wszem i wobec jaka to jesteś nieszczęśliwa bo to ludzi a szczególnie mnie najmniej interesuje. Jak ciebie tak w oczy kole bolesna prawda że siedzę z Leonem to je zamknij i siedź cicho w swojej ławce a nie po ludziach chodzisz i im kanapki z rąk wytrącasz bo nie można zjeść gdy ty "jaśnie pani", "wielka dama" mówisz. Powiem ci że jesteś największą, samolubną diwą jaką kiedykolwiek napotkałam a uwierz mi poznałam wielu ludzi i jeszcze takiej pustej lali nie poznałam. Weź się ogarnij!
-Jesteś jakaś pojebana. Idź się leczyć.
-Bo co? Bo powiedziałam ci prawdę?! Prawda w oczy kole!? -Blondynka się roześmiała. - Lepiej zniknij mi z oczu. Nie jestem dziś w nastroju.
   Nagle zadzwonił dzwonek. Nina nic już nie mówiąc usiadła do swojej ławki. Ludzie zaczęli szeptać.
-Nie uważasz że trochę przesadziłaś? -Zapytał Leo.
-To ona od początku coś do mnie miała. Ja się tylko bronię.
   Do klasy weszła pani Gąbek i zaczęła lekcję. Leo już nic więcej nie mówił a reszta lekcji minęła w miarę spokojnie.
   Julia chociaż był początek tygodnia zaprosiła ludzi na pizze, oczywiście uwzględniła też w zaproszeniach Michała i jego przyjaciół. Oliwia nie miała ochoty przyjść i to nie tylko dla tego że jutro mieli sprawdzian. Nie chciała widzieć Michała. Wiedziała że Juli się on podoba więc dała jej wolną rękę co do niego. Zamiast wieczoru spędzonego w towarzystwie Juli i Michała miała wieczór spędzony w towarzystwie Leona i książek.
   -O czym tak zawzięcie myślisz? -Zapytała Oliwia chłopaka.
-O Juli i Michale. Chyba naprawdę się jej podoba.
-Ta, bo kto nie leci na młodą gwiazdkę muzyki. -Uśmiechnęła się do niego Oliwia.
-No nie wiem, muszę pomyśleć. No może.... Ja. -Odwzajemnił uśmiech chłopak.
-Na serio? Nigdy nie podobała ci się żadna dziewczyna z jakiegoś zespołu?
-No może jak miałem z 8 lat to słuchałem Dody.
-Na serio? -Roześmiała się dziewczyna.
-A co w tym złego? -Bronił się chłopak.
-Nie wiem. W sumie... ja też jej słuchałam. -uśmiechnęła się blondynka. Chłopak tylko odwzajemnił uśmiech. Jego serce zabiło szybciej widząc pierwszy raz od kilku godzin szczery uśmiech dziewczyny.
-Naprawdę cieszę się...
-Hm?
-Cieszę się że mogłem poprawić ci humor. -Uśmiechną się znowu szatyn a blondynka go odwzajemniła.
   -No dobra, jutro też jest dzień i sprawdzian zbliża się ogromnymi krokami. Naprawdę świetnie mi się z tobą rozmawia, ale jeszcze lepiej by było jak by mi się z tobą równie dobrze uczyło.
-Ta... Lepiej przeróbmy te kilka rozdziałów i będę się zmywać.
-Nom... Ok. -Uśmiechnęła się dziewczyna i razem usiedli do książek.
   Nastolatki uczyli się tak długo że aż zasnęli z nosami w książkach i to dosłownie. Niechcący Leo został na noc u Oliwi. Dziewczyna leżała na łóżku opierając czoło o otwartą książkę, prawą rękę trzymała na drugiej a lewą na trzeciej książce. Leo nie był lepszy ponieważ on zasną przy stole opierając się policzkiem o otwarty podręcznik. Oczywiście gdy budzik zadzwonił oboje oderwali się od książek a na poszczególnych częściach ciała odbił im się druk z podręczników. Spojrzeli na siebie i zaczęli się głośno śmiać.
-Jak ty wyglądasz! -Roześmiała się dziewczyna.
-Lepiej popatrz jak ty wyglądasz! -Roześmiał się chłopak. -Pani Gąbek oskarży cię o ściąganie.
-No, ciebie też. -No i znowu wybuchli śmiechem.
   -Co się tutaj dzieje! Jest tak rano a tu wam śmieszno jak w kabarecie. Ludzie chcą spać...! -Wydarła się Kamila.
-Przepraszamy, już nie będziemy. -Odpowiedział ocierając łzy ze śmiechu Leo.
-Tak, nie będziemy, ale tylko spójrz jak on wygląda a od razu poprawi ci się humor.
-No nie, lepiej spójrz na nią a pękniesz ze śmiechu.
   Kamila spojrzała na dwójkę niewyspanych, obolałych, nieprzebranych, śmiejących się brudasów.
-Ta... widzę, tylko to że twojemu koledze Oliwio się troszkę przysnęło i teraz pójdziecie oboje do szkoły nie wyspani i obolali. Leo, może lepiej pójdź do domu się umyć i przebrać. Macie jeszcze półtorej godziny do wyjścia z domu do szkoły.
-Dobrze. -Powiedział Leo wstając od biurka. -To do zobaczenia. -Pożegnał się Leo i wyszedł z jej pokoju a za nim zamknęła drzwi Kamila.
   Oliwia odprężona lecz obolała zaczęła sprzątać walające się książki po pokoju. Już nie mogła się doczekać ponownego spotkania z ów młodzieńcem.

środa, 13 lutego 2013

Rozdział 4

   Oliwie obudziło miauczenie kota dochodzące zza drzwi jej pokoju. Spojrzała pośpiesznie na zegarek i zerwała się natychmiast na równe nogi następnie podbiegła do kalendarza. Uspokoiła się gdy zobaczyła że jest sobota.. Przez tą całą przeprowadzkę i wydarzenia z wczoraj straciła poczucie czasu. Spokojnie się ubrała i poszła sobie zrobić śniadanie.
   W tym samym czasie co ona do kuchni wybierała się także Kamila. Kobieta zdziwiła się gdy zobaczyła tak wcześnie na nogach Oliwię.
-Dosyć wcześnie wstałaś.
-Trochę mi się dni pomieszały. Myślałam że dziś mam do szkoły.
-Ah tak. Co to był za chłopak z wczoraj?
-Nikt ważny - Powiedziała smarując kanapki masłem.
-Nie była bym tego taka pewna. -Uśmiechnęła się przebiegle Kamila nalewając sobie kawy. -Widziałam was. -Oczy blondynki rozszerzyły się szeroko.
-Tata też...? -Zapytała zdenerwowana nalewając sobie herbaty.
-Nie, ale mogę mu powiedzieć, chyba że wybierzesz się z Oliwerem na długi spacer dzisiaj wieczorem.
   Oliwi nie podobał się szantaż Kamili. Z jednej strony nie chciała by pan Andrzej wyciągną z tego błędne wnioski i planował już przyszłość swojej córki, więc niechętnie, ale przystała na warunki Kamili.
-Ok. Niech będzie. O której mam wyjść i wrócić? -Kamila popatrzyła na Oliwię triumfalnym wzrokiem.
-Wyjdź o 18 a wróć o 23.Może być?
-A mogę jeszcze zapytać o powód wyrzucenia nas z domu na parę godzin?
-Możesz. -Kamila zastanawiała się przez chwilę co powiedzieć gdy wreszcie wymyśliła.- Otóż twój ojciec zaproponował romantyczną kolację dziś wieczorem.
-Aha rozumiem.Życzę miłego wieczoru.
   Oliwia więcej nie gadała z Kamilą Zabrała zrobione przez siebie kanapki i herbatę do pokoju i usiadła przy biurku do laptopa. Gdy usłyszała dźwięk przybyłego sms'a rzuciła się na telefon i go przeczytała. Okazało się że Julii się nudzi i zaprasza ludzi na lodowisko o 18. Odpisała jej pytaniem czy może zabrać brata. Julia się zgodziła, co więcej ona też zabierała swojego brata.
   Przez te kilka godzin Oliwia siedziała na laptopie, zjadła obiad i postanowiła się zacząć szykować na łyżwy. Gdy skończyła robić potrzebne czynności poszła do pokoju Oliwera by mu pomóc się stosownie ubrać. Gdy byli gotowi zaszli po Leo i poszli w stronę lodowiska.
   -Co tak długo? -Zapytała wściekła Julia.
-Oj. Leo się długo wybierał. Normalnie gorzej niż baba. -Powiedziała żartobliwie Oliwia.
-Ta znam te jego wybieranie się. -Uśmiechnęła się Julia. -Raz gdy szliśmy na pizze to wychodził z domu i wchodził bo czegoś zapominał. To komórki to kluczy, a w połowie drogi zorientował się że nie wziął portfela. Już chciał się wracać, ale nalegałam że ja zapłacę. Gdy doszliśmy do pizzeri okazało się że mieliśmy godzinę spóźnienia bo była już zamknięta. Na szczęście miałam coś do jedzenia w domu, więc poszliśmy do mnie. -Dziewczyny popatrzyły się na Leo i wybuchły śmiechem.
-Ha ha. Zejdźcie ze mnie. Dobrze...
-Oj nie gniewaj się.
-Dobrze dobrze. Ja też opowiem jakąś śmieszną sytuację z tobą w roli głównej, ale najpierw muszę coś znaleźć. Pomyślmy.
-Heh.. Powiesz kiedy indziej. Najpierw chodźmy na łyżwy.
-Dobrze, ale najpierw... -Oliwia podeszła do swojego brata i przyciągnęła go do brata Julii bo jak widać obaj byli nieśmiali. Oliwer to jest...
-Adrian. -Dokończyła za nią Julia.
-Właśnie, Adrian. -Chłopcy podali sobie dłonie na przywitanie i zaczęli rozmawiać. Widać było że znaleźli wspólny język.
   Z Julią przyszła jakaś czarnowłosa dziewczyna. Dosyć pulchna z miłym wyrazem twarzy. Przedstawiła się Jako Kinga. Dziewczyna przyprowadziła ze sobą szczupłego chłopaka o zielonych oczach i rudych włosach miał na imię Karol.
   Gdy wszyscy byli już gotowi na jazdę na lodzie wkroczyli na lodowisko. Pierwsi śmignęli młodzi chłopacy. Za nimi trio :Julia, Kinga i Karol. A na samym szarym końcu wlekli się Oliwia z Leonem. Byli strasznie pochłonięci rozmową. Julia zupełnie o nich zapomniała ponieważ była zbyt pochłonięta zerkaniem to na swojego brata to na Kingę i Karola. Kinga fatalnie jeździła, więc Julia patrzyła na nich, tylko żeby się pośmiać.
   Gdy wreszcie przypomniała sobie o jej ukochanej parce. Zaczęła ich szukać w tłumie. Gdy ich znalazła chociaż jej się bardzo nudziło to i tak nie chciała im przeszkadzać w zawziętej rozmowie. Lubiła patrzeć na nich ponieważ Leo będąc z Oliwią wydawał się taki szczęśliwy.
   W pewnej chwili Oliwia potknęła się i wywróciła ciągnąc za sobą Leona. Oboje zaczęli się tak śmiać że aż bolały ich płuca i buzie.
   Julia była rozbawiona tą sytuacją, ale dalej stała opierając się o barierkę gdy nagle podjechał do nie jakiś przystojny ciemny blondyn o szarych oczach. Było dobrze zbudowany i wyglądał na pierwszy rzut oka na jakąś gwiazdę. Miał kolczyka w uchu w kształcie krzyża.
   -Hej. -Powiedział miłym głosem. -Jestem Michał. A ty?
-Julia. Miło mi poznać.
-Czemu stoisz tutaj sama? -Chłopak staną koło niej także podpierając barierkę.
-Przyszłam tutaj z kolegami, ale jakoś się rozdzieliliśmy.  -Uśmiechnęła się do niego Jula.
-Wydawałaś się smutna a zarazem rozbawiona. Pomyślałem że może coś się stało. Że popadasz w histerię.
-Oj aż tak źle nie jest. Nie przewidziałam tego że będę musiała jeździć sama. Niestety wzięłam same zakochane parki do towarzystwa i wygląda na to że świata poza sobą nie widzą.
-Za 20 min koniec czasu. Może gdzieś wyskoczymy. Np. Pizze. Co ty na to?
-Ok. Brzmi super.
-To fajnie widzimy się za 20 min pod budynkiem.
-Ok.
   Gdy chłopak odjechał do dziewczyny podjechali Leo z Oliwią.
-Co to był za facet? -Zapytała się Oliwia.
-Nie wiem. Wiem, tylko tyle że ma na imię Michał i że za 20 min idziemy z nim na pizze.
   Po 20 minutach grupka ludzi wyszła z budynku i tak jak obiecał chłopak stał na zewnątrz i czekał razem z dwoma innymi osobami.
   -Hej Michał! -Zawołała do Julia.
-Hej. -Podszedł do niej Michał. Nagle szturchną go jeden z jego kolegów. -Hej, czy to nie twoja eks ?
Michał rozejrzał się po ludziach towarzyszących Julii i zamarł gdy zobaczył osobę którą kochał nad życie pochłoniętą rozmową.
   -Oliwia? -Zapytał a dziewczyna odwróciła się na dźwięk swojego imienia. -Myślałem że cię już nie zobaczę. -Łzy radości popłynęły mu po policzku.
-Michał? -Dziewczyna była w szoku. Jej przeprowadzka po części była spowodowana przez jej chorobliwie zazdrosnego chłopaka teraz eks chłopaka. Oliwia myślała że już nie zobaczy Michała a tu taka niespodzianka. -Co ty tutaj robisz? -Zapytała spokojnie blondynka.
   Chłopak zignorował pytanie Oliwi i przytulił się do niej. -Myślałem że cię już nie zobaczę. Tak strasznie tęskniłem.
Oliwia nie wiedziała co zrobić. Nie spodziewała się tego że spodka jeszcze Michała a co dopiero że go spodka po tak krótkim czasie.
   -Co to ma znaczyć? -Zapytała oburzona Julia bo podobał jej się Michał.
-Później ci wyjaśnię. -Powiedziała dziewczyna głaszcząc uspokajająco Michała po głowie. Dobrze znała chłopaka, więc wiedziała co go uspokaja.
   Chłopak był mniej więcej w jej wzroście no może trochę wyższy.
   Gdy Michał się uspokoił poszli do pizzeri. Chłopak nie przerywał rozmowy z Oliwią co oczywiście nie pasowała Leonowi. Już się zdążył przyzwyczaić że to on jest towarzyszem do rozmówi sympatycznej blondynki.
   Gdy wreszcie usiedli wygodnie przy stole i zamówili pizze zaczęli rozmawiać. Dopytywać się.
   Oczywiście Michał nie tylko z miłością patrzył na Oliwię, ale i z taką samą miłością o niej mówił. Mimo że się rozstali to on i tak dalej przy niej trwał jak wierny pies.
   Nie powiedzieli im wszystkiego o swojej relacji ani dlaczego się rozstali. Postanowili nie rozdrapywać jeszcze świeżych ran i dać sobie czas.
   Julia koniecznie chciała się spotkać jeszcze raz z Michałem, chociaż doskonale wiedziała że serce Michała należy do Oliwi to i tak nie postanowiła się poddawać. Umówili się na jutro do kręgielni.
   Juli nie miał kto odprowadzić, na ochotnika zgłosił się Leo. Oliwia miała jeszcze ze 3 godziny do powrotu do domu, więc postanowiła pójść do hotelu w którym zatrzymali się chłopaki.Oliwer i Adrian niechętnie się rozstali, ale musieli.
   -Jak tam trasa koncertowa Max? -Zapytała gitarzystę o ciemniejszej skórze i czarnych dłuższych włosach.
-Dobrze. Po jutrze dajemy tu koncert.
-Przyjdziesz? -Wtrącił Michał.
-Zastanowię się. -Odparła dziewczyna.
-To twój chłopak? -Zapytał trochę smutny Michał czekając z niecierpliwością na odpowiedź.
-Nie. -Odpowiedziała jasno dziewczyna, ale Michał i tak nie był do końca pewny czy dziewczyna mówi mu prawdę.
-Naprawdę nic między wami nie ma? -Zapytał dociekliwiej.
-No coś na pewno jest, ale to jeszcze nie miłość?
-Jeszcze nie miłość?! -Zdziwił się chłopak. -A więc ci się podoba?
-Myślę że chyba tak. -Na dźwięk tych słów w chłopaku coś pękło. Czuł się jak by milion igieł wbijano mu w serce. Chłopacy zauważyli stan Michała i zwrócili się do Oliwi.
-Hej Oli. Może by tak delikatniej. Chłopak poza tobą świata nie widzi.
-Zerwaliśmy. -Powiedziała chłodno dziewczyna. -To już nie jego sprawa z kim się umawiam. Jak myślicie dlaczego zerwaliśmy? Właśnie z tego powodu. Michał jest chorobliwie zazdrosny a ja już miałam tego dość. Z kolegą nie mogłam porozmawiać bo już niby go zdradzałam. Miałam dość... -Dziewczyna przerwała bo przypomniała sobie że temu wszystkiemu przysłuchuje się Michał. -Michał... ja... -Jej ton ze złego zrobił się pełny poczucia winy.
-Jest ok. Masz rację  nie powinienem się teraz mieszać w twoje życie prywatne, ale ja cię tak kocham. Nie mogłem o tobie zapomnieć. Każda chwila z tobą była najpiękniejszą w moim życiu. Nigdy nie żałowałem tego że z tobą byłem.
   Oliwię po tych słowach zaczęły dręczyć wyrzuty sumienia. Mimo że ona wytknęła mu przed chwilą jego największą wadę to on i tak dalej był dal niej miły i przyznawał jej rację. Był w nią wpatrzony jak w obrazek. Nikt jeszcze tak mocno jej nie kochał.
   Zazdrość nie była jedynym powodem rozstania. Michał miał dużo pracy przy swojej karierze muzycznej, więc miał coraz mniej czasu dla Oliwi co zaczęło ich od siebie oddalać.
   Chłopaki nie jeden raz byli świadkami  kłótni pomiędzy nimi. Z jednej strony było im żal Michała, ale z drugiej dobrze wiedzieli że Oliwia miała swoje powody.
   Nastała cisza którą przerwał Oliwer męcząc swoją siostrę o szybki powrót do domu. Gdy nadeszła godzina 23 :00 Max zamówił im taksówkę.
   Oliwia wróciła do domu rozdrażniona i zła. Kamila widząc zły humor dziewczyny nawet nie próbowała jej zagadywać. Blondynka poszła do siebie na górę i nie chciała z nikim rozmawiać. Żałowała że spotkała Michała. Szczerze to nie chciała już nigdy go zobaczyć. Zastanawiała się co powiedzieć Leo i czy iść na ich koncert, i czy w ogóle chce spędzać z nimi czas. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć, więc pozostawiła to losowi. Niech się dzieje co ma się dziać.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział 2

 Hej wszystkim! Już wzięłam się za pisanie następnych rozdziałów, ale chciała bym znać waszą opinię, więc proszę o szczere komentarze pod rozdziałem. Życzę miłego czytania : P

_____________________________

    W korytarzu zabłysło światło. Przestraszona Oliwia spojrzała na wściekłą szatynkę, która stała przednią w zielonym szlafroku z maseczką na twarzy i ręcznikiem na głowie.
-Masz pojęcie która jest godzina! -Wydarła się na nią Kamila.
-Masz pojęcie jak strasznie wyglądasz. Mało zawału nie dostałam! -Powiedziała tak samo głośno Oliwia wstając z podłogi. -Wybierasz się na jakiś zjazd kosmitów czy jak?
-To maseczka dla urody a nie przebranie na halloween. -Powiedziała podirytowana Kamila gdy nagle do rozmowy wtrącił się ojciec Oliwi.
   -Co to za wrzaski. Obudzicie Oliwerka. -Powiedział po cichu zaspany pan Andrzej.
-Wybacz kochanie. Po prostu już miałam iść spać gdy nagle usłyszałam że ktoś wchodzi do domu. Myślałam że to włamywacz, tak się przestraszyłam...
-Haha! -Przerwała jej śmiechem Oliwia. -To prędzej włamywacz by się przestraszył widząc taką gębę.
-Oliwia, jak ty się odzywasz. -Skarcił ją pan Andrzej.
-Wybacz tato. Ja, tylko sugeruję Kamili by zmyła już tą maseczkę bo i tak nic jej nie pomoże. A teraz wybaczcie jest późno, więc pozwolicie że pójdę już spać. Dobranoc.
Oliwia przecisnęła się pomiędzy nimi i poszła na górę ignorując minę zdziwienia u pana Andrzeja i minę podirytowania u Kamili.
   Dziewczyna poszła wziąć szybki prysznic. Gdy skończyła walnęła się leniwie na łóżko i poszła spać.

   O 7:00 zadzwonił budzik. Oliwia dopiero po 15 minutach od jego zadzwonienia wygramoliła się z łóżka. Zeszła na dół w długiej piżamie w chmurki i usiadła przy stolę gdzie siedziała już cała rodzina. Chwyciła za płatki na stole i nasypała sobie do miski a następnie nalała sobie mleka i leniwie zaczęła jeść przygotowane
jedzenie.
   -Jak się spało? -Zapytał Andrzej dopijając swoją poranną kawę.
-Dobrze. -Odparła leniwie dziewczyna patrząc zaspanym wzrokiem w miską z jedzeniem.
-Gdzie wczoraj byłaś? Mam nadzieję że nie wracałaś sama po ciemku do domu?
-Oj tato, byłam na pizzy z koleżanką. I odprowadził mnie jej przyjaciel, który mieszka tuż obok.
-Uff... -Odetchnął pan Andrzej. -Mam cię podwieźć do szkoły?
-Nie trzeba. Już się umówiłam.
Pan Andrzej uśmiechną się do dziewczyny a ona spojrzała na Oliwerka który przysłuchiwał się rozmowie.
-Chcesz po szkole ulepić ze mną bałwana? -Zapytała Oliwia.
-Tak! -Ucieszył się chłopak. -Mogę mamo? -Zapytał Kamili.
-Oczywiście że tak, ale obiecaj mi że od razu po szkole odrobisz lekcje.
-Mhm. -Zgodził się Oliwer.
   Po śniadaniu Oliwia udała się na górę. Wzięła szybki prysznic, ubrała się i uczesała. Gdy była gotowa pozostało jej, tylko czekać na przybycie Leo. Nie musiała długo czekać ponieważ chłopak był punktualny. Dziewczyna ubrała kurtkę i wyszła z domu rzucając lekkie "Wychodzę "
   -Hej! -Powiedział wesoło czarnowłosy chłopak.
-Hej! Co tam?
-Mamy sprawdzian z Niemca i Polaka a poza tym to nic ciekawego.
-Coo?! Czemu mi wczoraj nie powiedziałeś? -Zdenerwowała się dziewczyna.
-Zapomniałem.
-Jak to zapomniałeś. Teraz na dzień dobry dostanę jedynkę. Dzięki Leo.
-Oj, nie denerwuj się tak. Mam wrażenie że tobie jako że jesteś nowa i nie wiedziałaś o sprawdzianie na pewno odpuszczą. -Pocieszał ją Leo.
-Heh. Mam nadzieję, bo jak nie to się do ciebie nie odzywam i sobie możesz sam chodzić do szkoły i ze szkoły. -Zagroziła mu Oliwia.
-Nie robi mi to zbytnio różnicy czy wracam z tobą czy nie.
-Uważasz że nie jestem dobrym toważystwem do chodzenia i wracania ze szkoły? -Zdenerwowała się dziewczyna.
-Nie o to chodzi. Po prostu nie wzięłaś pod uwagę tego że to ty nie znasz miasta.
-A co ma miasto do drogi do szkoły? -Zaciekawiła się Oliwia.
-No bo jak byś chciała gdzieś wyskoczyć na miasto to najbliżej mieszkającą osobą względem ciebie jestem ja.
-Phy. Zadzwonię do Julii i ona mi powie. -Powiedziała Oliwia.
-Julia raczej nie jest osobą skorą do pomocy.
-No to wejdę na mapy google i sobie zobaczę.
-Jak chcesz.
-Widzisz, umiem o siebie zadbać. -Kończąc zdanie Oliwia poślizgnęła się na zamarzniętym chodziku i upadła na cztery litery.
   Zapanowała cisza aż nagle Leo zaczął się okropnie śmiać. Dziewczyna popatrzyła dookoła z ogromnym rumieńcem czy nikt oprócz chłopaka tego nie widział. Gdy obadała że nikogo nie ma postanowiła wstać i w tym samym momencie Leo przestał się śmiać. Po chwili znowu dziewczyna upadła a chłopak znowu rykną śmiechem. Oliwia już nie zwracając uwagi na chłopaka zaczęła powoli podnosić, lecz znowu upadła. Zrezygnowana dziewczyna powiedziała do chłopaka. -Może tak byś mi pomógł?
Chłopak przestał się śmiać i wyciągnął rękę do Oliwi która za nią pociągnęła i tym samym wytrąciła chłopaka z równowagi który też się poślizgną, ale on upadł na twarz. Oliwia zaczęła się śmiać a po chwili z nią śmiał się Leo. -Dobra może starczy już tego? Spóźnimy się do szkoły. -Mówiąc to chłopak wstał i wyciągną rękę do Oliwi i pomógł jej wstać.
-Tak w ogóle to która jest godzina? -Zapytała Oliwia a Leo wyciągną zegarek i oznajmił - 8:15.
   Oboje byli załamani bo już mieli nieobecności. Szybkim krokiem ruszyli w stronę szkoły. Na ich szczęście pierwsza była godzina wychowawcza.
   Gdy weszli do sali wszystkie oczy zwróciły się ku im.
-No proszę, pierwszy dzień i już spóźnienie panno Rozik. -Zwróciła się wychowawczyni do Oliwi. -A pan, panie Storczyński, co ma pan z tym wspólnego? -Popatrzała się na niego kobieta.
-Mieszkamy koło siebie.
-Ach tak. No dobrze. Siada pan. -Leo z pokorą usiadł w swojej ławce.
-Panna Oliwia Rozik. Została pani przeniesiona do naszej szkoły. To zaszczyt mieć takiego orła w klasie. Na pierwsze półrocze w byłej szkole miała pani 6.0. Bardzo mnie to cieszy. Wspomoże pani naszą średnią klasową bo jak na razie mamy jedną z najniższych w szkolę. A tak poza tym to jestem Anna Gąbek.
   Kobieta wyglądała na dwadzieścia prę lat. Miała krótkie brązowe włosy i grzywkę równo ściętą. Była ubrana elegancko a na ustach miała czerwoną szminkę. Umiała się wydrzeć, ale była dosyć sympatyczna jeśli nie zalazło jej się za skórę.
   -Możesz usiąść panno Rozik. Skoro już się zdążyłaś zapoznać z panem Leonem to będziesz siedzieć na dzień dzisiejszy właśnie z nim.
Oliwia posłusznie wykonała polecenie nauczycielki która przez resztę lekcji gadała o tym jak by chciała by wszyscy uczniowie tak wspaniale się uczyli jak panna Rozik.
   Gdy nastała przerwa wszyscy podeszli do Oliwi i zaczęli ją pytać o Leona. Na szczęście pogoniła ich Julia która tak jak i Oliwia miała już dość tych pytań. Oliwia opowiedziała całą historię ich drogi do szkoły. Julia już leżała ze śmiechu a Leo poszedł kupić im coś do picia w szkolnym automacie z napojami. Nagle do ławki Oliwi ktoś podszedł...

Rozdział 1

Postanowiłam zacząć mój pierwszy rozdział. Mam nadzieję że się wam spodoba. Liczę na szczere opinie i komentarze.

______________________

   Śnieg padał na ulice, drogi, domy nawet na psa i panią z tym psem na spacerze. Chociaż było zimno i ciemno to i tak na ulicach w mieście był duży ruch. 
   Była już prawie 15:30 gdy do nowo wybudowanego domu przybyła czteroosobowa rodzinka plus kot. Z samochodu jako pierwszy wysiadł pan o brązowych włosach i niebieskich oczach. Wyglądał na mężczyznę po trzydziestce. Wziął walizki z bagażnika i wniósł je do mieszkania. A następnie pobiegł otworzyć drzwi swojej co niedawno nabytej żonie.
   Córka mężczyzny patrzyła na to wszystko z obrzydzeniem. Nie mogła pojąć tego, że jej ojciec wziął za żonę kobietę o osiem lat starszą od niej samej. Nawet dorobili się sześcioletniego syna Oliwera. 
   Kobieta była bezrobotna i miała na imię Kamila. Gdy miała osiemnaście lat zarabiała na utrzymanie jako prostytutka, ponieważ odcięła się od rodziców alkoholików nie starczało jej na utrzymanie kawalerki z pensji kelnerki. Pewnego dnia z jej usług skorzystał ojciec dziewczyny i tak wyszło. Kobieta sześć lat trzymała Oliwera w sekrecie przed mężczyzną, gdy nagle pojawiła się i zażądała ślubu. 
   -Oliwia, odepnij Oliwerka i zanieś go do domu. Nie mam serca go budzić. -Kamila popatrzyła się na Oliwię ze wzrokiem pełnej kontroli nad jej życiem.
   Dziewczyna popatrzyła się przebiegle na Kamilę i odparła. -Jeśli ja mam zanieść Oliwera to kto zaniesie kota? -Dziewczyna przybliżyła swoją kotkę do twarzy kobiety na co ta się skrzywiła. Znała Kamilę na tyle,  że wiedziała, że ma uczulenie na sierść kota. Kamila popatrzyła się na kota na Oliwię i na Oliwera. Kobieta z westchnięciem wysiadła z samochodu i otworzyła drzwi od strony chłopaka.
   Oliwia patrzyła na to wszystko z triumfem w oczach. Lecz po paru sekundach postanowiła wysiąść z samochodu i popatrzeć z okna swojego pokoju na to jak Kamila męczy się z Oliwerem.
   Nie wiedzieć czemu, ale Oliwi znacznie lepiej szła opieka nad chłopakiem niż Kamili. Nienawidziła kobiety ale do Oliwera nic nie miała. 
   Nastolatka weszła do domu z kotem na rękach mijając po drodze swojego tatę.
-A gdzie Oliwer i Kamila? -Zapytał.
-Oliwer śpi a Kamila mocuje się z pasami. -Powiedziała wchodząc po schodach na górę. Na jej twarzy widniał mały uśmieszek czego jej ojciec nie zauważył, ponieważ patrzył w stronę drzwi oczekując przybycia swojej żony.
   Oliwia podeszła do okna w swoim pokoju i spoglądała ze śmiechem na Kamilę, która dalej nie potrafiła sobie poradzić z pasami. Wreszcie mąż Kamili podszedł i rozpiął Oliwera a dziewczyna odeszła od okna i padła zmęczona na łóżko. Kot wskoczył do niej i usadowił się koło dziewczyny. Oliwia głaskała go a gdy zaczął mruczeć uśmiechnęła się do siebie. 
   Nagle zadzwonił telefon. Dziewczyna sięgnęła do prawej kieszeni w spodniach i spojrzała na wyświetlacz. Odebrała i przywitał ją radosny głos jej internetowej przyjaciółki, która mieszkała w tym oto mieście do którego się właśnie przeprowadziła. 
-Hej! Idziesz ze mną i z moimi znajomymi na pizze?
-Pewnie. Gdzie się spotkamy i ile kasy mam wziąć?
-Biorąc pod uwagę ,to że nie znasz miasta a ja znam. Podaj mi ulicę i wpadnę po ciebie.
-Ok. Majowa 7b. To ile kasy mam wziąć ?
-Mieszkasz na bogatej ulicy? Weź, 20 zł. 
-Ok. Mam stąd bliżej do szkoły. 
-Racja. Ok. Kończę. Za 20 min będę.
-Pa.
   Oliwia rozłączyła się i szybko pobiegła do łazienki przed lustro. Zaczęła przebierać w szafie, układać różne fryzury. Gdy wreszcie pięć minut przed przybyciem znajomej miała dokładny plan w głowie jak będzie wyglądać. Rzuciła się na szafę i wybrała planowane ciuchy, następnie rzuciła się do łazienki i wyprostowała swoje naturalnie lokowane blond włosy za ramiona. Podmalowała lekko swoje niebieskie oczy i maznęła usta błyszczykiem na koniec.
   Dziewczyna była punktualna. Oliwia wyszła z nią na pizze rzucając swojemu tacie lekkie "wychodzę".
Dziewczyna nazywała się Julia i miała farbowane na rudo włosy związane w wysokiego kucyka. Jej oczy były zielone a cera jasna. Była wyższa o głowę od Oliwi, ale były w tym samym wieku. 
   -To gdzie idziemy na pizze?
-Umówiłam się z nimi że będą czekać w Benku. -Uśmiechnęła się Julia i przez te 15 min drogi do Benka gadały o wszystkim i o niczym.
   Gdy weszły do restauracji spostrzegły gromadkę ludzi siedzących przy jednym stole, śmiejących się i gadających. Julia podeszła do tego stolika i pokazała gestem ręki do Oliwi by też podeszła.
-Słuchajcie ludzie! -Powiedziała dziewczyna i nagle zrobiło się cicho. -To jest Oliwia. Bądźcie dla niej mili.
-Hej. Oliwia -Odezwał się chórek.
   Dziewczyna usiadła i pociągnęła na miejsce obok siebie Oliwię i zaczęła wszystkich przedstawiać po kolei. 
-Ten po prawej z czerwonymi włosami to Max a koło niego siedząca to Lidka jego dziewczyna. W drugim boku ten blondyn to Alan a siedząca na przeciwko niego brąz dziewczyna to Diana jego przyjaciółka. A ten siedzący na przeciwko ciebie czarnowłosy przystojniak to Leo mój przyjaciel od piaskownicy. 
   Oczy Oliwi zatrzymały się na owym przystojniaku. Była onieśmielona jego urodą lecz do poprzedniego stanu myślenia przywróciła ją Julia która zaczęła się pytać o powód przeprowadzki.
-Przenieśli mojego tatę do tego miasta i tyle.
-A nie żal ci było zostawiać przyjaciół, chłopaka...? -Zapytała Diana.
-Za przyjaciółmi będę tęsknić ale za moim byłym raczej nie. Jeśli chodzi o niego to nawet dobrze że się przeprowadziłam.
-Aż tak był okropny? -Zapytała Lidka.
-Nie, było dobrze. Ale coś się popsuło. -Leo słuchał z zaciekawieniem rozmowy pomiędzy dziewczynami lecz pomiędzy chłopakami także toczyła się rozmowa.
    -Ta Oliwka jest całkiem niezła, nie sądzisz Max? -Zapytał go podekscytowany Alan.
-Może być. -Odparł Max.
-Jak to, toż to bogini piękności. -Zdziwił się Alan. -A ty jak sądzisz Leo? 
Ich oczy zwróciły się ku niemu a on wpatrywał się w Oliwię tak, że nawet nie słyszał rozmowy kolegów. 
-Uuuu... Chyba nam się ktoś zakochał? -Sprostował Alan. Szturchając Leo a ten błyskawicznie zareagował. 
-O czym gadaliście? Zamyśliłem się.
-Aha... Myślałeś o Oliwce.
-Nie, z kąt ta myśl?
-Wpatrzony w nią nie słyszałeś naszej rozmowy. -Powiedział Max.
-Oh. Jest ładna i tyle.
-Aha. -Powiedzieli razem Alan i Max.
   Gdy dochodziła 20:50 wszyscy zaczęli się rozchodzić. Julia poszła już  o 20:00 a Oliwia nie znała drogi do domu. Wszyscy musieli być punktualnie o 21:00 w domu i na dodatek nie mieli po drodze. Jedynie Leo nie dość że miał po drodze to jeszcze nie miał ograniczenia czasowego. Wyszło na to że to Leo będzie miał zaszczyt odprowadzenia Oliwi do domu. 
   Po między nimi trwała niezręczna cisza, lecz przerwał ją Leo.
-To gdzie mieszkasz?
-Na Majowej 7b. A ty?
-Niedaleko ciebie. Majowej 8b. -Dziewczyna słysząc to była w szoku.
-Więc praktycznie mieszkasz dom dalej?
-Tak. Do jakiej szkoły chodzisz?
-Obecnie będę chodziła do 2.
-A nie do szkoły prywatnej?
-Mój tata uważa, że lepiej będzie jak poznam normalnych ludzi.
-Hmm... ciekawe. Jak chcesz to możemy razem chodzić do szkoły?
-Ok. 
Gdy znaleźli się pod domem Oliwi Leo rzucił na pożegnanie
-To wpadnę jutro po ciebie o 7:30. Ok?
-Ok. Pa!
   Dziewczyna weszła do domu i osunęła się po drzwiach wejściowych i zaczęła się uśmiechać
-To do jutra przystojniaku. -Pomyślała.